Noc. Amerykański bombowiec leci na akcję. Cel: zrzucić spadochroniarzy na wyznaczony obszar na terytorium wroga. Nagle w samolocie zapala się czerwona lampka, potem zielona. Komandosi jeden po drugim wyskakują z samolotu, tylko jeden nie skacze. Dowódca:
- Skacz!
- N-nnnie.
- Dlaczego nie?
- Bb-bo ssię bb-boję.
- Skacz, bo jak nie, to pójdę po pilota i razem cię wypchniemy!
- Tt-tto ii-idź.
Po chwili dowódca wraca z pilotem i znów mówi:
- Skacz.
- Nn-nnie, bb-bo sssię bb-boję.
W ciemności słuchać kotłowaninę, szarpanie, sapanie, w końcu jakoś udaje się wypchnąć tchórzliwego komandosa. Obaj zdyszani siadają w ciemnym kącie.
- Silny był, no nie? - pyta dowódca.
- Nn-nno, chyy-yba c-ccoś ttt-trenował.
Rozmawia dwóch przyjaciół:
- Słyszałem, że Twoja teściowa miała wypadek.
- Tak, szła do piwnicy po ziemniaki na obiad, na schodach potknęła się i skręciła kark.
- I co zrobiliście?
- Spaghetti.

 
Gabinet lekarza rodzinnego. Rozebrany, starszy, trochę głuchawy dziadek pyta z zadowoloną miną :
- Jak pan powiedział doktorze ?. Że wyglądam jak arystokrata ?
- Nie, nie. Powiedziałem, że wygląda mi to na raka prostaty.
Małżeństwo jedzie pociagiem. Oprócz nich w przedziale Anglik czyta gazetę.
Żona wyciąga kanapki...jedzą. Po chwili mówi do męża:
- Ty, znasz angielski...poczęstuj go
Mąż trąca Anglika i zagaja:
- a sandwich?
- no, thanks
Jadą...kobieta wyciaga termos...
- ty, moze on sie herbaty napije
Mąż:
- a cup of tea?
- no thanks
Jadą...kobieta mówi:
- ty, ale my jestesmy niewychowani..tyle czasu jedziemy razemi sie nie przedstawiliśmy...przedstaw nas natychmiast.
Mąż traca Anglika:
- my wife....
Anglik odwrócił wzrok..popatrzył...:
- no, thanks !
Dzisiaj Stefania spytała, jak widzę naszą przyszłość. Pół godziny opowiadałem jej o teleportacji, polach magnetycznych, maksymalnym wykorzystaniu surowców wtórnych i ochronie natury. Jak się później okazało, nie do końca zrozumiałem pytanie...