Międzynarodowy wyścig kolarski. Peleton właśnie zbliża się do ostatniego odcinka wyścigu. Lecz nagle... Co to?! Ktoś, nie wiadomo dlaczego rozlał na tor beczkę oleju, teraz na zakręcie czeka na kolarzy duża śliska plama.
Ależ się będzie działo! Wpadają pierwsi zawodnicy. Oto właśnie reprezentant Rosji z gromkim okrzykiem i gracją rzuconej cegły pędzi na spotkanie Matuszki Ziemi. Zaraz po nim Niemiec atakuje kierownicę roweru, bierze szturmem, przelatuje nad nią i po krótkiej powietrznej walce solidnie grzmoci o ziemię.
Sekundy później Anglik ze stoickim spokojem, flegmatycznie zsuwa się z roweru i zajmuje pozycję horyzontalną pod kołami swego bicykla. Następnie Francuz, jak na prawdziwego kochanka przystało, chwilę balansuje wyprostowany po czym pada brzuchem na wyczekującą go tęsknie ulicę. Włoch zdążył tylko krzyknąć "Mamma mia!" i już leży rozpłaszczony na asfalcie jak dobra pizza na patelni. Amerykanin chwilę walczył próbując utrzymać się na siodełku wierzgającego roweru, jednak podobnie jak poprzednicy zostaje zmieciony z rumaka niczym kowboj na rodeo. Wszyscy dają pokaz prawdziwie sportowej determinacji, walki i fantazji, tylko Polak, wjeżdżając zresztą jako jeden z ostatnich, wziął się i zwyczajnie wyjebał..
Złapał dresiarz złotą rybkę, a ta jak to złota rybka, mówi stary normalnie miałbyś trzy życzenia ale mam kaca mordercę i jedno ci spełnię ok?
Dresiarz się zgodził, czujnie się rozejrzał, wyszeptał życzenie, wypuścił rybkę i wrócił do domu.
Wieczorem siedzi w domu ogląda mtv, nagle słyszy pukanie do drzwi, podchodzi, otwiera a tam sześciu kolesi w białych ciuchach ze szpiczastymi kapturami z logo kkk na piersiach i płonącym krzyżem.
Goście na niego popatrzyli i pytają:
-To ty chciałeś bujać się jak czarny?
 
Lekarz otworzył właśnie nowy gabinet i czeka na swojego pierwszego pacjenta.
Nagle slychać stukanie do drzwi, po chwili wchodzi jakiś facet.
Pielęgniarka długo tłumaczy mu, że trzeba cierpliwie poczekać, bo pan doktor ma mnóstwo pacjentów. W końcu lekarz każe wprowadzić faceta, ale by zrobić na nim wrażenie, podnosi słuchawkę telefonu i zaczyna fantazjować:
- Na prawdę nie mogę, pana przyjąć, jestem strasznie zapracowany. No... może za miesiąc... Dobrze, proszę jeszcze zadzwonić.
Odkłada słuchawkę i udaje, że dopiero w tej chwili zauważył faceta, pyta:
- Co pana tu sprowadza?
- Jestem z telekomunikacji. Przyszedłem podłączyć telefon.
W restauracji. Kelner pyta klienta:
- jak szanownemu panu smakuje nasza grochóweczka???
- nic specjalnego, dupy nie urywa!
- cierpliwościiii .....
Przychodzi do firmy pracownik. Spóźniony, zziajany, przerażony faktem, że się spóźnił. Siada cichutko za komputerem i nerwowo rozkręca robotę. Wchodzi szef.
- No i co panie Krzysiu? Spóźnił się pan. Nie życzę sobie tego w mojej firmie. Jaki jest powód?
- Przepraszam, panie kierowniku, zaspałem...
- Ha! Zaspał! Żeby pan chociaż nagle zachorował, wpadł pod samochód, miał stłuczkę. To zrozumiałbym. Ale takie banalne "zaspałem"? Wysil się pan następnym razem. A tak w ogóle nie życzę sobie następnego razu! Do pracy!

Minęło kilka tygodni. Pan Krzyś, niestety, znowu zaspał. Obudził się o 9:00 zamiast o 6:00. "Co ja powiem szefowi" - zamartwia się wybiegając zdyszany na ulicę. "Wiem! Szef mówił coś o chorobie. Przydałby się jakiś lekarz. O! Pójdę do dentysty! Przecież mam sąsiada dentystę!" - zawrócił uradowany. Wali do drzwi sąsiada-stomatologa.
- Kto tam?
- Ja do lekarza...
- Proszę przyjść w godzinach przyjęć.
- Litości! Nie mogę już z bólu wytrzymać!
- Ale teraz gabinet jest nieczynny. Proszę przyjść w godzinach przyjęć.
- Błagam! Już dłużej nie wytrzymam - przekonywał pan Krzysiu
- No dobra, niech pan wejdzie. O, witam sąsiada.
Został wpuszczony do gabinetu i po krótkiej, nerwowej opowieści o tym jak go strasznie boli poprosił o natychmiastowe usunięcie obu górnych jedynek. Tak na wszelki wypadek powód spóźnienia powinien być przecież jak najbardziej przekonujący.
Oba zdrowe ząbki zostały z trudem usunięte.
- Panie doktorze - zapytał sepleniąc - czy mogę poprosić o jakieś zaświadczenie, że byłem u pana z bólem zębów i musiał pan dokonać skomplikowanej resekcji dwóch górnych jedynek?
- Owszem, już wypisuję.
- A ile jestem panu winien za wizytę?
- Normalnie, to pięćdziesiąt złotych. Ale w niedzielę dwieście.